Chemia w kosmetykach – sprawdź, gdzie jest jej najwięcej

Fot. Pixabay

Półki w drogeriach i w aptekach aż uginają się pod ciężarem kosmetyków, które mają nas upiększać, odmładzać, relaksować czy odprężać. Piękne tubki, butelki u pudełeczka aż zachęcają do zakupów, a zalewające nas z każdej strony reklamy krzyczą, że dany balsam czy tusz do rzęs po prostu trzeba mieć. Warto jednak kupować nie tylko oczami, ale też głową – nie kieruj się wyglądem opakowania, a listą składników, które dany preparat zawiera. A tam kryć się może sporo szkodliwych substancji.

Wybierając kosmetyki często kierujemy się ich ceną, licząc na to, że drogie kosmetyki na pewno nie mogą nam zaszkodzić. W rzeczywistości jednak, zarówno tanie kosmetyki, jak i te z górnej półki skład mają podobny. Różnice w cenie wynikają z popularności czy ekskluzywności marki. Składniki aktywne najczęściej są bardzo podobne.

Jeżeli myślisz, że kosmetyki nie mogą być szkodliwe, bo przecież używasz je wyłącznie na skórę, jesteś w dużym błędzie. Kosmetyk nie tylko upiększa, ale też wchłania się w skórę. I nie ma tu znaczenia, czy jest to szminka, tusz do rzęs czy balsam do ciała. Substancje zawarte w kosmetykach wnikają głęboko w skórę, przedostają się do wewnętrznych tkanek oraz wraz z krwią zaczynają swoją podróż w organizmie. Mogą też odkładać się w tkankach i narządach, a efekty tego zobaczymy dopiero po wielu latach.

Aby mieć pewność, że używamy kosmetyków nie tylko renomowanych, ale też bezpiecznych, warto nauczyć się czytać ich skład. Podobnie jak czytanie etykiet na żywności, także gruntowne przestudiowanie listy składników na kosmetykach może nam udzielić sporo informacji. Pod warunkiem, że wiemy, czego szukać.

Laurylosiarczan sodowy (SLS) – uszkadza powierzchnię skóry           

Laurylosiarczan sodowy możemy znaleźć w spisie składników pod polska nazwą lub w wersji angielskiej – sodium lauryl sulfate. Związek ten można spotkać głównie w produktach przeznaczonych do mycia, między innymi w żelach, balsamach i płynach do kąpieli, mydłach w płynie, szamponach i odżywkach, a także w paście do zębów. Jeśli pójdziesz do łazienki i weźmiesz do ręki dowolne mydło czy żel pod prysznic, na pewno SLS znajdzie się na liście składników. Substancja ta ma za zadanie wiązać i usuwać z powierzchni skóry cząsteczki brudu. Nie jest ona jednak w stu procentach bezpieczna dla naszego organizmu.

SLS może powodować reakcje alergiczne, a także nadmierne złuszczanie się naskórka, czyli warstwy ochronnej skóry. Uszkodzony naskórek sprawia, że skóra zostaje pozbawiona warstwy ochronnej i – co za tym idzie – staje się narażona na przedostawanie się do wnętrza organizmu różnych drobnoustrojów chorobotwórczych. Nadużywanie kosmetyków do mycia jest więc niewskazane. Kilka kropel w zupełności wystarczy, natomiast wylewanie połowy butelki do jednej kąpieli na pewno nie jest wskazane. Owszem, woda …ładnie pieni się i pachnie, jednak zawiera zbyt dużo szkodliwego SLS.

Bardzo szkodliwy formaldehyd

Na opakowaniach kosmetyków często spotykamy takie nazwy, jak diazolidynylan mocznika czy DMDM hydantoina. Dla laika są to kompletnie obco brzmiące nazwy, jednak warto je mieć na uwadze. Substancje te podczas rozkładania się uwalniają formaldehyd, czyli bardzo szkodliwy związek chemiczny. Jest on toksyczny dla wielu układów, między innymi nerwowego i immunologicznego. Jest też uważany za substancję kancerogenną, czyli przyczyniającą się do powstawania komórek nowotworowych. Kosmetyki zawierające wyżej wymienione substancje mogą być pięknie opakowane, mocno reklamowane i naprawdę skuteczne, jednak warto sobie odpuścić ich zakup. Nadmiar chemii nigdy nie sprzyja naszemu zdrowiu, a ładna cera na pewno nie zrekompensuje zmian powstających wewnątrz organizmu.

Thimerosal – rtęć w kosmetykach

Thimerosal to wysoce toksyczna substancja, tym bardziej dziwi, że występuje w kosmetykach używanych na co dzień. Jest to środek bakteriobójczy i grzybobójczy, który nie jest szkodliwy dla naszego zdrowia, pod warunkiem, że jego stężenie nie przekracza dozwolonych norm. Można go spotkać w płynach do soczewek kontaktowych, tonikach i płynach do demakijażu. Thimerosal różnie działa na różne osoby. W przypadku osób o skłonnościach do podrażnień i alergii może powodować zmiany skórne i podrażnienia Najczęściej wtedy, gdy jego stężenie jest dużo wyższe niż dozwolone. A tak się dzieje, gdy kupujemy kosmetyki z niesprawdzonych źródeł, na bazarkach czy na aukcjach internetowych u sprzedawców sprowadzających tanią i niebezpieczną chińszczyznę. Warto jednak to, co wsmarowujemy w ciało kupować w znanych i sprawdzonych miejscach.

Alkohole przemysłowe

W wielu kosmetykach powszechnie możemy spotkać alkohol benzylowy i izopropylowy. Alkohol benzylowy jest alkoholem aromatycznym – to jemu zawdzięczamy intensywny zapach kosmetyków. Występuje w perfumach, farbach do włosów, kremach do twarzy i balsamach oraz w zmywaczach do paznokci. Jego głównym zadaniem nie jest jednak wydzielanie zapachu, a niszczenie szkodliwych mikroorganizmów i bakterii, które mogą osadzać się wewnątrz opakowania kosmetyku. Niestety, alkohol benzylowy jest silnym alergenem i jeśli jego stężenie przekracza maksymalną dozwoloną wartość, może powodować silne zmiany skórne.

Alkohol izopropylowy jest jeszcze gorszy pod względem szkodliwego działania. Można go spotkać na przykład w wodach po goleniu. Powszechnie jest używany także do wytwarzania płynów do spryskiwaczy. Wdychanie alkoholu izopropylowego może powodować nudności, bóle głowy, a także reakcje alergiczne na skórze.

Niewskazane parabeny

Parabeny w kosmetykach działają korzystnie – odpowiadają za ich trwałość i odporność na bakterie i inne drobnoustroje chorobotwórcze. Niestety, nie są obojętne dla naszego zdrowia. Powodują reakcje alergiczne, podrażnienia, mogą też przyczynić się do powstania trądziku różowatego, który jest poważną i trudną w leczeniu chorobą. Parabeny szkodzą już po pierwszym zastosowaniu. A przecież kosmetyków używamy na co dzień, nawet kilka razy dziennie. Ich toksyczne działanie jest więc mocno zwielokrotnione. Podczas zakupów w drogeriach czy aptekach warto więc postawić na te produkty, które na opakowaniu mają napis „bez parabenów”. Dzięki temu unikniemy przynajmniej jednej toksycznej substancji.

Podobne artykuły

Kontakt