Gdy pieniądze powodują kłótnie

Fot. Pixabay

Sprawy finansowe bardzo często są iskrą zapalną do kłótni, w których wyciągamy najcięższe działa. O pieniądze kłócą się zarówno świeżo upieczone pary, jak i małżeństwa z długim stażem. Dlaczego pieniądze budzą w nas tyle emocji? Czy osoba rozrzutna i skąpiec są w stanie prowadzić wspólne, zgodne życie?

Temat pieniędzy może ludzi podzielić dużo bardziej niż różnice światopoglądowe, polityczne czy religijne. Pytania dotyczące finansów pojawiają się już podczas pierwszych spotkań z nowo poznaną osobą. Dziewczyna idąc na randkę z potencjalnym przyszłym partnerem zawsze stoi przed dylematem, czy pozwalać mężczyźnie płacić za wszystko czy dzielić się wydatkami po połowie?

Pierwsze randki – testowanie dusigroszy
– Dla mnie pierwsze randki zawsze były okazją do sprawdzenia, czy mam do czynienia z normalnym facetem, czy z dusigroszem, który każe sobie za wszystko oddawać – mówi Joanna, studentka. – Nie chodzi o to, że jestem materialistką, ani też pieniądze nie są dla mnie w związku najważniejsze. Jeśli jednak już na pierwszej randce musiałam oddać facetowi co do grosza za zjedzonego hamburgera, było to nasze ostatnie spotkanie. Liczykrupa na pierwszym spotkaniu może się okazać totalnym skąpcem i dusigroszem w dalszym życiu.

Wspólne życie, wspólna kasa
Dużo poważniej robi się, gdy luźna znajomość przeradza się w poważny związek ze wspólnym zamieszkaniem, który oznacza też wspólne gospodarowanie pieniędzmi. Wśród par można zaobserwować różne podejścia w tej kwestii. Jest dobrze dopóty, dopóki dwie osoby mają takie samo myślenie i podejście do wspólnych pieniędzy. Niektóre pary od początku mają wspólny portfel – to, co zarabiają, wrzucają do wspólnej kasy i razem rozporządzają tymi pieniędzmi. – Od kiedy zamieszkałam z moim ówczesnym chłopakiem, a obecnie mężem, mieliśmy wspólne pieniądze – mówi Matylda, mężatka z pięcioletnim stażem. – Razem decydowaliśmy, ile wydajemy na mieszkanie i na życie, a ile odkładamy na konkretne cele. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że żyję z kimś w jednym mieszkaniu, korzystam ze wspólnej lodówki czy prysznica i za wszystko rozliczamy się oddzielnie. Dla mnie to nie związek, tylko układ finansowo-handlowy.

Gdy żona musi prosić o pieniądze
Okazuje się, że takich układów nie jest wcale tak mało, jakby się wydawało. Wiele par, choć wspólnie mieszkają i razem idą przez życie, rozgranicza kwestie finansowe. Mają osobne konta i wszystkimi wydatkami dzielą się po połowie. Taki układ może nawet dobrze funkcjonować, pod warunkiem, że kobieta i mężczyzna mają zarobki na zbliżonym poziomie. Schody zaczynają się wtedy, gdy któraś ze stron zarabia sporo więcej. – Mój mąż nigdy nie był specjalnie rozrzutny, ale dopóki nie mieszkaliśmy razem, niespecjalnie mi to przeszkadzało – wspomina Ania. – Zamieszkaliśmy razem po ślubie i wtedy się zaczęło. Mamy osobne konta, na wszystko składamy się po połowie. Problem w tym, że ja zarabiam najniższą krajową, a mój mąż pięć razy tyle. Często po prostu nie starcza mi mojej wypłaty na podstawowe wydatki i muszę go prosić o pieniądze. To dla mnie upokarzające, bo wypomina mi, że nie umiem zarządzać finansami. Nie wiem, jak długo wytrzymam w takim układzie.

Wypominanie zamiast rozwiązania
Kłótnie o finanse pojawiają się we wszystkich związkach, zarówno wśród par, które mają wspólny portfel, jak i tych, które rozdzielają kwestie finansowe. O co można się pokłócić? Praktycznie o wszystko – żona kupuje zbyt dużo ubrań czy torebek, które potem lądują w szafie. Że mąż zbyt wiele pieniędzy przeznacza na drogie hobby. Widoczna jest też zależność, że im więcej zobowiązań i gorsza sytuacja materialna, tym kłótni czy rozżalenia jest więcej. Trudno jest bowiem prowadzić szczęśliwe i bezkonfliktowe życie, gdy kredyt hipoteczny zżera sporą część zarobków i na pozostałe potrzeby niewiele zostaje. Problemy finansowe mogą zabić nawet najbardziej dobraną parę, jeśli nie są one konstruktywnie rozwiązywane, a konflikty polegają na wzajemnym wypominaniu sobie przewinień, zamiast próby dojścia do porozumienia i wypracowania jakiegoś rozwiązania.

O tym, że finanse są iskrą zapalną w związku może też świadczyć liczba podpisywanych intercyz, która z roku na rok rośnie, a także liczba rozwodów, w których jako przyczyna podawana jest „niezgodność w kwestiach finansowych”. Dziś dużo rzadziej powodem do rozwodu są zdrady – oddały palmę pierwszeństwa konfliktom na tle finansowym.

Kwestia podstawowa to rozmowa

Czy związkowym konfliktom finansowym można zapobiec? Te, które trwają od kilku czy kilkunastu lat, są raczej trudne do rozwiązania. Natomiast pary młode stażem mają jeszcze szansę – szansa tkwi w najzwyklejszej rozmowie i ustaleniach dotyczących finansów, które powinny być omawiane na wczesnym etapie związku. Małżeństwa kłócą się o pieniądze, bo przed ślubem para ustaliła, gdzie będzie mieszkać, ile chce mieć dzieci i gdzie jeździć na wakacje, natomiast pieniądze zwykle są tematem tabu i rozmowa o nich nadal jest uważana za rzecz w złym tonie. Takie niedomówienia czy przemilczenia po latach urastają do rangi konfliktu naprawdę trudnego do rozwiązania.

Kontakt